Tato, jak dbasz o bezpieczeństwo Twojej rodziny?

Zapraszamy do lektury prac nadesłanych na konkurs Bezpieczeństwo - męska rzecz. Ten temat konkursu pokazał nam, że i TATUSIOWIE mają sporo do powiedzenia na temat dzieci, karmienia, przewijania i wszystkich emocji towarzyszących młodym rodzicom.

Powszechnie przyjęty stereotyp zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie związany jest z tym, że mąż, ojciec pracuje na utrzymanie rodziny. Zarabiam mniej od mojej żony. Nie ubolewam nad tym, bo jestem dumny z niej. Pracuję 2 tyg. w miesiącu. Resztę czasu powinieniem spędzić w dodatkowej pracy, żeby zapewnić byt mojej rodzinie.

Jest inaczej. Kiedy mam wolne zajmuję się synkiem i domem. Ktoś powie, że jestem kurą domową. Chwil spędzonych z małym nikt mi nie odbierze i nic ich nie zastąpi.

Żona powtarza, że gdybym tylko jeszcze mógł karmić piersią, to byłbym wspaniałą matka, bo niektóre czynności przy dziecku według Niej wychodzą mi znacznie lepiej

Gotuję, robię zakupy. Nie dlatego, że muszę. Lubię to, chcę i potrafię.
Od narodzin Jaśka aktywnie włączyłem się w opieke nad nim. To ja kąpałem go na początku, nie bałem się przewijania czy ubierania. Do dziś żona może ze spokojną głową zostawić nas samych i wyjść z domu na plotki do koleżanek, zakupy czy załatwić ważne sprawy. Wstawałem i wstaję w nocy do niego, mimo że budzik rano dzwoni o 4.30.

Dla mnie bezpieczeństwo mojej rodziny to uśmiech na twarzy mojego syna, kiedy bawimy się albo jesteśmy na spacerze, słowo "dziękuję" od mojej żony, kiedy po pracy wraca do domu i nie musi martwić się o pranie, sprzątanie, obiad czy zakupy, szacunek i uznanie rodziny i znajomych, że jako facet świetnie radzę sobie z obowiązkami, które od zawsze były przypisane kobietom.

Jestem dumny z tego, jak na spacerze czy zakupach ludzie z uśmiechem spoglądają na nas obu, czasem zdarzają się nawet komplementy. Nieważne zmęczenie, mniejsze zarobki. Życie ma teraz sens. Zmieniły się priorytety.
Długo czekaliśmy na potomka. Teraz w końcu jesteśmy prawdziwą rodziną. Co będzie za rok, dwa, trzy, pięć....? Nie wiem, nie myślę o tym. Ważne dla mnie jest tu i teraz. Cieszę się, że mam wybór i mogę być tatą, przez duże Te.

Robert (tata Jasia)


Witam
Jestem Ojcem od 4 miesięcy. Mam wspaniałego syna Mateusza. Już od kiedy był jeszcze w brzuszku mamusi starałem się o bezpieczeństwo i zdrowie zarówno dziecka jak i żony. Na wizyty u lekarza chodzilismy regularnie co 3 tygodnie prywatnie, starałem się by żona jak najwięcej wypoczywała. Przejałem na siebie część obowiązków domowych- zakupy, sprzątanie itp.

Gdy nadszedł ten wspaniały dzień narodzin byłem z żoną do ostatniej chwili...wspierałem, otaczałem miłością i opieką. Na porodówce dbałem o jak najlepszą opiekę dla niej i oczywiście dla Syna.Po porodzie kiedy zona odpoczywała jeszcze w szpitalu wróciłem do domu i zrobiłem generalne porządki. Dla żony zrobiłem duże zakupy by miała jak najwięcej witamin po tym trudnym przejściu jakim była dla niej poród. Dla Syna zaś kupiłem wszystko co najlepsze- antyalergiczne pościele, bezpieczny wóżek i fotelik samochodowy. Zmieniłem też samochód na bardziej oszczędny i wygodniejszy.

Kiedy już zona urodziła i wróciła do domu z synem wziąłem 2 tygodnie urlopu w pracy aby jak najwięcej czasu spędzić z nimi w tych pierwszych trudnych dniach. Okazało się że żona ma mało pokarmu i że nasze dziecko musi byc dokarmiane sztucznie. Bez zastanowienia zakupiłem najlepsze mleko na rynku Humana gdyż jest bezpieczne i nie drogie w stosunku do innych. Nasz synek pije je z wielką przyjemnością do dzisiaj. Mateusz skończył już 4 miesiące więc podajemy mu także inne produkty tj. kaszki Humana, deserki zupki. Najważniejszym czynnikiem plusowym jest fakt iż bardzo dobrze i zdrowo rośnie!!! Jestem dumny z tego iż mój syn ma wszystko co najlepsze.

Pomyslałem jednak też o przyszłości mojej rodziny- Już przed planowaniem dziecka wybrałem się na studia i właśnie skończyłem 3 semestr dzięki czemu dostałem awans w pracy i lepiej zarabiam. Planujemy tez budowe domu. A w banku otwarliśmy konto na które wpłacamy symboliczne sumy by nasz Syn w przyszłości mógł studiować i zostać kimś w życiu!!!!!

Mariusz (tata Mateusza)


Mam ramiona. One są najbezpieczniejszym domem dla moich dzieci. Stanowią przystań, schronienie i odpowiedź. Na każde zwątpienie i wątpliwość. Na teraz i na każdą przyszłość, która nas spotka.

Mam na imię Maciej. Witam Was.
Piekielnym szczęściarzem (czytać OJCEM) zostałem w wieku 23 lat. Moja żona urodziła bliźniaki. Ciąża przez kilka miesięcy była zagrożona. Do końca nie było pewności, czy nasze dzieci przywitają z nami świat. Wszystko jednak po druzgocących chwilach przebiegło zgodnie z naszymi pragnieniami. Modliliśmy się do wszystkich Stwórców tego świata. Tych istniejących, wydumanych i nierzeczywistych.

Dążenia, które czyniliśmy miały na względzie doprowadzenie do szczęśliwego rozwiązania. Ten okres w moim życiu był pełen stresu, strachu, obawy i niepewności. Te uczucia po urodzeniu moich dzieci Mai i Krzysia, zamieniły się w euforie, szczęście, apogeum wszystkich znanych mi pozytywnych emocji. Kiedyś adrenaliny szukałem skacząc ze spadochronu, jeżdząc na swoim zabytkowym motocyklu i zwisając głową w dół z wielkiej skały.

Adrenaliny, które dostarczały i dostarczają mi moje dzieci, nie zastąpi nic w życiu. Czasem potrafią podnieść mi ciśnienie do stopnia wrzenia, gdy kolejny raz sałatkowa papka wyląduje mi na twarzy kilka minut przed umówionym biznesowym spotkaniem z klientem. Uczą mnie cierpliwości,chyba zacznę wyznawać buddyzm. Będę najwierniejszym z uczniów.

Nie wspomnę już, że kilkakrotnie na spotkaniach w pracy spostrzegałem, że na krawacie mam mleko z mieszanką dziwnych kolorowych zawartości. Aha… oczywiście nie sposób nie powiedzieć o sytuacji, gdy przy uchu  „trzymałem” szefa na linii, a drugą ręke przebierałem moje dziecko, bo zrobiło „e-ee-e” (tak Krzysiu okresla swoje czynności fizjologiczne).

Wszystko to dla mnie jest nowością, ale staram się codziennie zdobywać nowe cele, nawet jeśli miałbym być cały zanurzony w tych owocowo-warzywnych papkach. Miałem w życiu okres, że jedyną emocją, która znałem był egoizm. A słowem najcześciej powtarzanym „ Ja, Ja, Ja”. Dzieci pozwoliły mi się kompletnie z tego wyzbyć. Teraz o wiele częściej mysle o przyjemnościach, które mogę sprawić swoim dzieciom, niż o tym jak tu kupić nowego rolexa.  Zresztą, ostatni zegarek umoczył się przy ostatniej kąpieli Mai.  Szkoda. Zegarki jednak nie umieją pływać.

Odrzucilem przywiązanie do rzeczy materialnych na rzecz przywiązania do rzeczy duchowych. Milosc dla mnie jest najwyższym stanem duszy. Poddanie się zupełne temu, bez stawiania znaków zapytania. Nie wymagam , ze posiądę już teraz całą wiedze świata i wszelkie informacje, które zawierają rodzicielskie poradniki. Chcę jednak próbować, każdego dnia. Dla dobra moich dzieci i dla dobra tego, co otrzymałem w darze od nich. Lecę już, bo mój mały facet się budzi. I zaraz będzie wrzask, godny najlepszej kapeli hardrockowej. Ramiona potrafią zapewnić bezpieczeństwo, ukoić i wyciszyć dzwięki.

Maciej (tata Mai i Krzysia)


Jesiennego wieczoru po kolacji żona wręczyła mi malutki prezent. Książeczkę o wymownym tytule „Wygrać ojcostwo”. To już? – pomyślałem choć o dziecko staraliśmy się już dobrych kilka miesięcy.

I zaczęły się przygotowania. Na zbliżające się imieniny kupiłem żonie zmywarkę, bo choć pomagam żonie w kuchni to wyjątkowo nie lubię zmywać naczyń a już niedługo może i byłbym zmuszony......Dość szybko zaczęliśmy uczęszczać do „szkoły rodzenia”, żeby posłuchać dobrych rad. I jak najbardziej przydały się. Żona kompletowała ubranka, kosmetyki, pościele, pieluszki i czytała wszystko o rozwoju niemowlaków - ja zaś zająłem się techniczną stroną. Dowiedziałem się, że wózek musi być lekki, łóżko powinno „rosnąć” z dzieckiem, fotelik samochodowy być bezpieczny i mieć wysokie noty w testach, zaś laktator nakładki silikonowe.

Gdy urodził się nasz synek wszystko było już przygotowane. Oczywiście synek rośnie i pojawiają się nowe potrzeby. Razem z żoną czytamy i dyskutujemy co możemy w danym momencie zrobić, aby wspomóc jego rozwój. Towarzyszę żonie przy zakupach żywności, ubrań i zabawek dla naszego synka. Przyjemne jest to, że nawet zakup koszulki konsultujemy. To bardzo zbliża i pozwala nam poznawać siebie. Zaczęliśmy także budowę domu. Duże wyzwanie jak się okazuje. Za jakiś czas chcielibyśmy aby nasz synek miał rodzeństwo.

Czy moja Rodzina czuje się bezpiecznie? Myślę, że tak choć co jakiś czas moja żona delikatnie przypomina, że zarówno dla niej jak i dla naszego synka największym poczuciem bezpieczeństwem jest nasza wspólna obecność, częsta obecność.

Kamil (tata Kornela)