Get the Flash Player to see this player.
Get the Flash Player to see this player.

„Miłość zamknięta w butelce”

    Każda z Was, Drogie Mamy, z pewnością pamięta ten moment, gdy po raz pierwszy spojrzała na swoje nowonarodzone maleństwo, gdy po dziewięciomiesięcznym oczekiwaniu wzięła je wreszcie w ramiona i, najdelikatniej jak potrafiła, przytuliła do swojego serca. Żadne słowa nie opiszą tego wszechogarniającego uczucia miłości i czułości przepełniającego wówczas w jakiś nieomal magiczny sposób cały organizm matki i tego  ogromnego zadziwienia, że można tak bardzo kochać, że oto w jednej chwili ten mały człowiek staje się dla nas całym światem, kimś ważniejszym nawet od nas samych.

    Bycie matką to ogromne   szczęście, poczucie spełnienia, cały wachlarz pozytywnych emocji, których istnienia często nawet nie przeczuwamy. Warto jednak pamiętać, że macierzyństwo to także wielkie wyzwanie, zadanie, któremu trzeba podołać. Odpowiedzialność, która jest w nie wpisana, wymaga od mamy szczególnej czujności i troski o  powierzone jej życie. 
Nieodłącznym aspektem rodzicielstwa jest konieczność ciągłego dokonywania wyboru tego, co dla Twojego dziecka jest najlepsze, co najpełniej służyć będzie jego rozwojowi. Wybór ten dotyczy także sposobu karmienia niemowlęcia.

Przygotowując się do roli mamy, na pewno zastanawiałaś się nad tym, czym i jak karmić swoje dziecko. Temat ten był także niejednokrotnie poruszany w czasie Twoich rozmów z lekarzem i położną, tak w przychodni, jak i na oddziale położniczym.

Od kilkunastu lat lekarze pediatrzy i położnicy są zgodni – najlepszym pokarmem dla dziecka jest mleko matki podawane mu „na żądanie”. Karmienie naturalne przynosi wiele korzyści zarówno dziecku, jak i matce. Mleko mamy ma odpowiedni dla niemowlęcia skład i temperaturę, zawiera ciała odpornościowe, które pomagają chronić maleństwo przed różnymi chorobami. Dzięki karmieniu piersią organizm kobiety szybciej powraca do stanu sprzed ciąży (większe wydzielanie oksytocyny przyspiesza powrót macicy do rozmiarów przedciążowych, produkcja mleka spala dodatkowe kalorie, stąd szybsza utrata zbędnych kilogramów),  mama nie traci czasu na mycie i sterylizację butelek i smoczków, niektórzy twierdzą też, że chroni swój organizm przed rakiem piersi i jajników.
Niestety, z różnych przyczyn, karmienie niemowlęcia piersią nie zawsze jest możliwe.

Basia i Ania to tzw. „butelkowe” mamy. Obie mają niewiele ponad dwadzieścia lat  i niedawno ukończyły studia. Choć zaszły w ciążę na czwartym roku, przyjęły wiadomość o swoim odmiennym stanie bardzo spokojnie. Oczywiście, zdawały sobie sprawę, że w ich życiu wszystko się zmieni, ale pokochały swoje dzieci i ani na chwilę nie zastanawiały się nad tym, czy to dobrze, że już są.

Basia bardzo starannie przygotowywała się do macierzyństwa. Od momentu, gdy dowiedziała się, że będzie mieć dziecko, rozmawiała ze swoim maleństwem, delikatnie głaskała je, puszczała mu swoją ulubioną muzykę. Mimo nawału zajęć, chodziła z mężem do szkoły rodzenia, czytała fachowe poradniki, dyskutowała z doświadczonymi mamami na forach internetowych. 

Chcąc w pierwszych miesiącach życia poświęcić swojej córeczce jak najwięcej czasu, zaliczyła większość zajęć z piątego roku i pozdawała wszystkie egzaminy. Zostało jej seminarium i napisanie pracy magisterskiej. Wspólnie z mężem zdecydowała, że jak najdłużej pozostanie w domu, tak, by móc przebywać z dzieckiem i karmić je piersią, a potem szybko nadrobi zaległości. Nie bała się nowych wyzwań. Zawsze była dobrze zorganizowana i pracowita.  Wkrótce przekonała się jednak, jak bardzo przewrotny potrafi być los.

RELATED

Urodziła zdrową, śliczną córeczkę – Jadzię, po babci. Z niecierpliwością oczekiwała pierwszego karmienia. Położne przyniosły dziecko, pomogły Basi przystawić je do piersi i  ... chwila łapczywego ssania, a potem płacz. Okazało się, że brodawki Basi są tak płaskie, że mała ma problemy z ich złapaniem.  Młodej mamie ściskało się serce, gdy widziała czerwoną od łkania twarzyczkę dziecka. Z pomocą położnych spróbowała przystawić je do piersi jeszcze raz i jeszcze raz... Wreszcie Jadzia najadła się i usnęła. Basia była wykończona. Wszystko ją bolało, do tego obwiniała się, że ma takie piersi, że może powinna je wcześniej jakoś masować, że może czegoś nie dopilnowała. 

Potem było jeszcze gorzej. Nie wiadomo, czy to stres związany z egzaminami, czy problemy z karmieniem spowodowały, że pokarm, który miała, nie wystarczał jej córeczce. Jadzia ssała pierś nerwowo i ciągle domagała się więcej. W szpitalu dziewczynkę dokarmiano mlekiem od innych matek, ale w domu?  Basia nie wiedziała, co robić. Poprosiła pediatrę o wizytę domową. Lekarka poradziła rodzicom, by rozważyli przejście na mleko modyfikowane.

Podjęcie takiej decyzji nie było jednak łatwe. Basia bała się, że jej maleństwo źle zniesie taką zmianę, że będzie chorować. A co z jego rozwojem psychicznym, co z  więzią, która wytwarza się między mamą  a dzieckiem w czasie naturalnego karmienia? – pytała samą siebie w czasie kilku nieprzespanych nocy. - I co na to powie rodzina, znajomi? Czy przestanę być prawdziwą matką? Tysiąc razy rozważyła wszystkie „za” i „przeciw”,  zanim poszła do apteki po pierwsze opakowanie mleka początkowego, pierwszą butelkę i kilka smaczków.

Bardzo szybko przekonała się, że jej obawy były niepotrzebne. Jadzia chętnie przystała na zmianę pokarmu, niemal błyskawicznie nauczyła się jeść z butelki, nie miała problemów z robieniem kupki (za radą pani doktor Basia dawała małej odrobinę herbatki z rumiankiem np. Herbatki Humana Na Brzuszek). Nowe mleko było bardziej kaloryczne, więc dziewczynka była syta i dłużej spała, dając też wypocząć swojej zmęczonej i zestresowanej mamusi. Choć przygotowanie mleka zajmowało trochę czasu, Basia i tak miała go na tyle dużo, by ofiarować swojemu dziecku tyle uwagi, ile potrzebowało. Obie – mama i córka -  stały się bardziej pogodne i spokojne. Także obawy Basi o to, że jej więź z córeczką ulegnie rozluźnieniu, okazały się bezpodstawne. Czułe gesty, pieszczoty, zabawa, rozmowy z dzieckiem, na które obie miały ciągle ochotę, umocniły ją  tak bardzo, że trzyletnia dziś Jadzia świata nie widzi poza swoją mamą.

O tym, że karmienie butelką ma wiele zalet, przekonana jest też Ania. Podobnie jak Basia przez cały okres ciąży była pewna, że potrafi połączyć obowiązki studentki i matki, choć w jej przypadku było to trudniejsze, bo studiowała na dwóch kierunkach. Kiedy na świat przyszedł Michałek, przez pierwszy miesiąc zajmowała się wyłącznie nim, karmiąc go piersią „na żądanie”, przewijając i kąpiąc.

To były najpiękniejsze chwile w jej życiu.  Potem musiała wrócić na zajęcia. Wprawdzie mąż i rodzice mówili, żeby wzięła urlop dziekański, ale ona wiedziała, że przerwanie nauki może oznaczać jej koniec. Nie chciała rezygnować z marzeń, z możliwości zdobycia zawodu,  który zawsze chciała wykonywać. Robiła to nie tylko dla siebie, ale i dla synka. Była przekonana, że sfrustrowana, niezadowolona z życia matka nie może dobrze opiekować się dzieckiem, nie będzie dla niego ostoją i przewodniczką po świecie. Nie bez znaczenia były także kwestie finansowe – wychowana w skromnych warunkach Anka zdawała sobie sprawę, że wykształcenie i dobry zawód zapewnią jej rodzinie pewniejszą przyszłość.

Początkowo Ania starała się przed wyjazdem na zajęcia odciągać mleko i zostawiać je w lodówce, by mama lub mąż mogli je podgrzać i podać dziecku. Kiedy jednak kilka razy musiała urywać się z wykładów, bo coś było z mlekiem nie tak albo czuła, że jej bluzka robi się całkiem mokra, zrozumiała, że czas na zmiany. Poszła do pediatry, położnej, rozmawiała z mężem, mamą, kilka godzin spędziła w Internecie. Choć udawała twardą, wcale nie było jej łatwo. Nie bała się opinii innych, nie obchodziło jej, czy będą widzieć w niej wyrodną matkę -  karierowiczkę, bała się o zdrowie synka, o jego fizyczny i psychiczny rozwój. Dziś wie, że wybierając sztuczne karmienie mlekiem Humana zrobiła dobrze. Michał wspaniale się rozwija, choruje nie więcej niż inne dzieci, jest szczęśliwym i pogodnym maluchem, a ona pracuje w wymarzonym zawodzie, jest pełna energii i optymizmu, którym zaraża innych. Jej rodzina wiele czasu spędza razem, tworzą naprawdę zgraną paczkę. Patrząc na ich wspólne zdjęcia, na to, jak świetnie jej mąż radzi sobie z dzieckiem, Anka śmieje się czasem, że to zasługa butelki, która połączyła ich wszystkich niewidzialną nicią.


Rozterki podobne do tych, jakie przeżywały Basia i Ania,  ma wiele kobiet. Być może i Ty zadajesz sobie dziś pytania: Karmić piersią czy butelką? Co będzie najlepsze dla mojego dziecka? Dla mojej rodziny? Dla mnie?  Znalezienie odpowiedzi na nie nie jest proste i, niestety, nikt nie podejmie za Ciebie decyzji, którą drogą podążyć. Jedno jest pewne, jeśli wybór sposobu karmienia dziecka poprzedzony zostanie dokładną analizą Twojej sytuacji zdrowotnej, rodzinnej czy zawodowej, jeśli dokonasz go świadomie i rozważnie, konsultując się ze specjalistami, pod opieką których jesteś Ty i Twoje dziecko, będziesz działać na korzyść swojego maleństwa. 

 

Pamiętaj: „To, jaką kobieta jest matką, nie zależy od sposobu, w jaki karmi swoje dziecko, ale od tego, jak dużo miłości, czułości i swojej uwagi pragnie mu podarować”.